1 października 2011 :: 21:21

z foruma o rozwodach:
Tak, wladza i kontakty to dwie rózne rzeczy, teoretycznie. W praktyce pozbawienie władzy rodz. ma ogromny wpływ na forme ustalenia kontaktów. Zwykle sa o wiele rzadsze, a i sąd wydaje zgode na odbywanie sie ich w obecnosci np. matki, bo przeciez jakies powody pozbawienia władzy były. Nie mówiac juz o tym, ze nikły promil ojców składa o kontakty będąc pozbawionym władzy. Raz, mają to i tak generalnie gdzies, dwa, jesli "walczyli" w sadzie o władze i przegrali (zwykle sprowadza sie to do obecnosci na sprawie i skamleniu, ze sie dziecie "kocha"), a wiec jesli walczyli, to po przegranej i tak wszystko zlewaja, bo dla wiekoszsci z nich walka o władze nad biologicznym dzieckiem to sprawa osobistych ambicji, chęc dokopania matce, a nie potrzeba posiadania wpływu na zycie dziecka. Ba, sądy tez podzielaja to zdanie. Ja, wnosząc o nienadanie władzy ojcu, zostałam przez sąd wręcz obarczona odpowiedzialnoscią za "odcięcie dziecka od ojca". Dla sądu brak władzy w przypadku ojca = brak kontaktów. To było oczywiste, a mój komentarz, ze brak władzy nie przesądza o kontaktach sąd skwitował usmieszkiem. Wina oczywiscie matki, ze pozbawiony wladzy nie chciałby sie z dzieckiem spotykac:) Bo zuczki juz tak mają, ze bez "papiera" sie na dziecko obrażają. Taka konstrukcja psychiczna misiów. Są w stanie nawet odrzucic całkowicie dziecko po x latach wychowywania i nawiązywania więzi, gdy okazuje sie, ze nie jest ich biologicznym. Nie ma papiera - nie ma tatusia.

Calkowicie niewydolny ojciec po ustaleniu ojcostwa moze roscic sobie prawo do odwiedzin, kiedy mu sie spodoba. Ma to destrukcyjny wpływ na psychike małego dziecka. Odwiedziny, obiecanki, rok przerwy i tak w kółko. Znikajacy ojciec jest gorszy od nieobecnego (dla kilkulatka i dziecka wczesnoszkolnego). Tak samo moze byc w przypadku ustalenia kontaktów, bo to nie zobowiązuje ojca do niczego (dla niego nie ma kary w przypadku niewywiązywania sie), ale za to zobowiązuje matke i dziecko. Znikający tatus moze nawet wniesc o utrudnianie kontaktów, mimo ze pojawia sie raz na pół roku i korzysta tylko z czesci czasu. Z racji, ze posiada "wladze" nad dzieckiem, rosci sobie prawo do ingerowania w zycie matki (co dla sadu nie ma oczywiscie zadnego znaczenia) i na tym głównie polega jego "ojcostwo".

A więc tak, papier wiele zalatwia w przypadku ojców zagrazających dziecku (i matce, co nie jest bez znaczenia mimo tego, co stanowi nasze prawo)
Nie mówiąc juz o tym, ze matka (osoba, która wychowuje dziecko na co dzien i łozy na niego w 90%) powinna miec decydujący wpływ na ustalenie nazwiska dziecka. Jak jest przy ustalaniu ojcostwa kazdy wie. Teraz sa dwuczłonowe, kiedys było nazwisko ojca (choc niby sąd mógł ustalic kazde, ale z powodów obyczajowych i kulturowych nadawano nawet po ustaleniu ocjostwa nazwisko ojca). Dlatego tez np. moje dziecko nosi nazwisko ojca, mimo ze nie widziało go od 7 lat i nie ma z tamta rodziną zadnego kontaktu. Moznaby sie spierac czy to dobrze, czy zle - bezdyskusyjnym pozostaje fakt, ze zle jest, aby jedyny wydolny opiekun nie miał wpływu na to, jak nazwac swoje dziecko tylko dlatego, ze drugiemu dano władze w ramach "szansy" (bo tak ładnie prosi).

W Polsce mamy sytuacje kuriozalną. Prawo idzie mocno do przodu pod wpływem przemian obyczajowych, ale głównie na korzysc mężczyzn:) Zmiany w prawie mają się nijak do rzeczywistosci, bo NADAL to kobiety ponosza wieksza odpowiedzialnosc w rodzinie za wychowanie dziecka (mimo, ze o wiele czesciej niz kiedys ponosza finansowa odpowiedzialnosc na rowni z facetem). Dobrze obrazuje to kwestia sciagalnosci alimentów - obyczajowo nadal jestesmy w epoce kamienia łupanego. Przy tym wręcz kuriozalnie wyglądają "plany wychowawcze" i inne formy "cywilizowanego" ujęcia aspektów prawa rodzinnego. To tak jakby zajmowac sie kształtem wypieku wykwintnych ciasteczek, którym zajada się 5% dzieci, podczas gdy 95% nie ma nawet na kromke chleba. A wszystko to dlatego, ze 1% ojców podąza za przemianami obyczajowymi, przejmuje sie dziecmi i robi dym w mediach. Mają czas, w przeciwienstwie do słabych i zarobionych matek olanych przez ojców dzieci, które juz takiej siły przebicia nie mają, mimo ze stanowią ponurą większosc.

Komentuj (0)

5 października 2011 :: 9:08

z dyskusji o 'slut walk' w gdańsku i przyczynach gwałtów:
M: 'Moim zdaniem tło tej sprawy jest takie. Oskarżenia o gwałt należą do żelaznego repertuaru załatwiania porachunków między paniami, a panami. I wielu facetów, którzy poszli z babką do łóżka dowiadywało się następnego dnia, że ją zgwałcili. O ile do tej pory mężczyzna miał jakieś możliwości obrony przed takim oskarżeniem, to kampania feministek ma doprowadzić do tego, że mieć jej nie będzie. Chodzi więc jedynie o uzyskanie przewagi nad mężczyznami i możliwość szantażowania ich w takich wypadkach. Bo o prawdziwe ofiary gwałtów feministki dbają tyle, co o dziewczynki zabijane w aborcjach.'

'Sprawdziłem na stronie policji statystyki za 2009 rok. Odnotowano wówczas 1.800 gwałtów i 12.500 pobić.

3/4 gwałtów popełnili znajomi ofiar, podobny odsetek przypadków miał miejsce w domach, a nie w lasach, czy parkach.

Co więcej, 135 gwałtów miało miejsce w szkołach podstawowych i gimnazjach.

Co z tego wynika? Ano to, że skromność i wstydliwość najlepiej zabezpieczają przed takim czynem, zarówno kobietę jak i mężczyznę. Natomiast propagowanie rozwiązłości i hedonizmu będzie tylko nakręcało spiralę przemocy.'

A:'A w jaki sposób doszedłeś do tego, że skromność zabezpiecza? Czy ofiary o których piszesz były nieskromne? Gdzie to wyczytaleś?'

M:No to jeszcze raz. Statystyczna ofiara gwałtu została zaatakowana przez swojego znajomego w swoim bądź w jego domu. Bynajmniej nie przez "wampira" czatującego na rzadko uczęszczanej ścieżce przez park.

To oznacza, że ofiara i sprawca byli ze sobą w pewnej relacji. I że oboje mieli - do pewnego momentu - kontrolę nad tym, ile w niej będzie erotyzmu. Pewne zachowania mogli wyciszać, albo nakręcać. Dlatego właśnie jestem przekonany, że gdyby oboje mieli świadomość, gdzie są nieprzekraczalne granice, to do większości z tych gwałtów by nie doszło.

'Cały drugi akapit to twoje domysły. Fakt, że ofiary się znały oznacza, że miały kontrolę nad swoją relacją i że była to od początku relacja o charakterze erotycznym?

Camelot juz w jednym z pierwszych wpisów napisała, że ofiara bardzo często znała wcześniej sprawcę. Tyle, że jak można z tego wnioskować, że ona sprowokowała swoim nieskromnym zachowaniem?'

'Tylko że nie wziąłeś pod uwagę, ile z tych 'znajomych' to rodzina zgwałconej- ojcowie, teściowie, wujkowie itd. Może to być znajomy z widzenia chłopak jak i 'przyjaciel rodziny'. Może to też być sam mąż.'


'Zwyczajnie nie wierzę w to, aby wujek przyjechał do rodziny na Wigilię i z marszu zgwałcił jedną z domowniczek.

Sytuacja, kiedy ma to miejsce w kręgu znajomych, czy rodziny jest bardzo specyficzna i sprawca ma dużo więcej do stracenia, niż gdyby napadał anonimowo. Co za tym idzie, także jego determinacja musi być większa. Dlatego wyobrażam to sobie, jako rodzaj fascynacji erotycznej jedną ze znajomych kobiet, która narasta i która w którymś momencie staje się nie do opanowania.

Czy kobieta jest na pewno ślepa i głucha na oznaki takiego zainteresowana? Czy nigdy nie odpowie flirtem, czy choćby oznakami zadowolenia płynącymi z próżności? Czy na pewno sprawca by planował gwałt w świadomości, że został bezwarunkowo odrzucony?

Kluczem do problemu są reakcje mężczyzny, a te nigdy nie istnieją w próżni. '

'Ale to nie jest kwestia wiary tylko danych. Poza tym to dobrze, że sobie tego nie wyobrażasz, bo rzeczywiście normalnemu zdrowemu mężczyźnie trudno to pojąć. I dlatego też motywacje gwałciciela mogą być inne niż by się na 'chłopski rozum' wydawało. '

'OK, dla mnie gwałt jest zwyrodniałą formą nieczystości. Jeżeli ktoś radzi sobie z nieczystością, to o gwałcie nie ma mowy. Rozwiązania problemu należy szukać w przyczynach.

Według feministek nie ma w ogóle takiej normy i każdy może się z bzykać z każdym, byle oboje wyrazili na to zgodę. Ale ustalenie tego wymaga sprawnej komunikacji. Tymczasem - tak uważam - w większości przypadków, gwałt jest skutkiem wadliwej komunikacji, błędnego odczytania intencji. Facetowi się wydaje, że kobieta też tego chce, ale się tylko wzbrania. Widać z tego, że pomysł feministek jest zupełnie chybiony, bo oczekują od głuchego, że będzie słyszał, jak się do niego szepcze.
'

A:"Gwałty rodzinne", tak jak i mordestwa rodzinne (znacznie ponad połowa), czy pobicia rodzinne - dotyczą jednak dość specyficznej grupy. Wiem, ze sa wyjątki i też w profesorskiej rodzinie może się to zdarzyć. Jednak przestępstwa dokonywane z użyciem przemocy znacznie częsciej dotyczą środowisk patologicznych. Pisząc rodzinne, mam na myśli rozlicznych wujków, sąsiadów, konkubentów itp.
Naprawdę przycyzny używania przemocy seksualnej w takich przypadkach nie mają nic wspólnego z erotyzmem.

Pozostałe gwałty zazwyczaj to również forma dominacji, upodlenia ofiary, a nie sytuacje, w których kuszony sprawca, tak strasznie się pobudził, że trudno mu było już zapanowac nad popędem.

Wśród gwałtów są też, wspomniane przez Bognę tzw gwałty na randce, ale tutaj też nie można generalizować, że ostrożniejsze zachowanie ofiary mogłoby ją od tego uchronić, a już na pewno pisać, że 99% gwałtów ma miejsce kiedy ofiara wcześniej sprowokowała sprawcę swoim nieskromnym zachowaniem.

No i to co wieloktrotnie było już pisane - jeżeli już nawet jakaś kobieta zachowuje się nieostrożnie, to można mówić o prowokacji do sexu, a nie do gwałtu, nie ma kobiet, które pragną być zgwałcone - czyli podstępem lub przemocą doprowadzone do stosunku!

Możemy oczywiście zastanawiać się i próbować stworzyć profil ofiary, to z pewnością przydatne, aby zmniejszyć prawdopodobieństwo, ale strój nie jest przyczyną.
W niektórych przypadkach może to być zachowanie, ale gama zachowań ofiary może być różnorodna - ofiara przemocy seksualnej to często kobieta zastraszona, słaba, taka, która wiadomo nie zgłosi na policję. Więc, by zminimalizować ryzyko stania się jakąkolwiek ofairą uczmy nasze dzieci oprócz skromności też siły.

Komentuj (0)