2 listopada 2009 :: 7:59

wracam do żywych. piwo z grabarzami stawia no nogi. potem jeszcze niedziela tak piękna ze od roku co najmniej takiej nie było. dla takich dni warto żyć. nie, to nawet nie to. bo żyć mi warto nawet dla takich mocno chujowych dni - kiedy mała marudzi a ja jestem zmęczona. takie dni jak ta niedziela to coś z samego końca skali 'wartozycia' :) nie moge zrozumieć jak można z tego dobrowolnie rezygnować w imię wygody. tylko po to żeby nie mieć wyrzutów i tego dyskomfortu związanego z brakiem swobody który nie pozwala wyprowadzić się bez namysłu na drugi koniec świata. i nie ważne jakie wymyślać dla tego usprawiedliwienia. ludzie to jednak głupi są

Komentuj (0)

10 listopada 2009 :: 7:34

Drogi arbuzie, nietoperzu, czy jak tam teraz na ciebie wołać
spiesze poinformowac ze twoje sliczne potomstwo (z dnia na dzien sliczniejsze) kupiło nowe buty. buty przez niedopatrzenie sa w roznych odcieniach ale nic to, niedługo i tak beda blizej nieokreslonej szaroburej barwy. Potomstwo opanowało trudną sztukę posługiwania sie łyżką - w sensie ze posługiwania sie ową łyżką w starciu z zupą czy dowolna inną jadalną substancją. nowonabyta umiejetnos transoprtowania zupy do paszczy nie przeszkadza wszakże sprawdzac za pomoca krótkich eksperymentów jak daleko poleci zupka czy jogurt jesli zaczniemy entuzjastycznie wymachiwac łyzką nad głową, ale to drobiazg. przy okazji potomstwo załapało ze jak zupka ciepła jest to trzeba na nia podmuchac. podmuchac juz mamy obcykane, troche gorzej z 'na nią' ale to kwestia czasu.

Komentuj (0)

23 listopada 2009 :: 7:50

wow. Olaf. wow. szok.
dzieki jo, ty zawsze wiesz kogo przyprowadzic zeby humor poprawic :)
jest fajnie. jak bede miala internet bedzie fantastycznie :)

Komentuj (1)

24 listopada 2009 :: 7:24

i znów jest niefajnie. bo nachodzi mnie ta niebezpieczna mys - jaki to wszystko ma sens? znów mam to straszne poczucie ze czekam. nie wiem na co i nie wiem po co ale czekam. bo musze to przeczekac inaczej nie dam rady. tylko od takiego czekania nic sie nigdy nie zmieni. wychodzi wiec na to ze czekam na smierc.
czy zycie w ogole ma jakis sens?

Komentuj (1)