'sielankowe wspomnienia można mieć z dzieciństwa spędzonego w bardzo różnych czasach. Moja mama (ojciec aresztowany, gdy miała kilka tygodni, zakatowany w niemieckim więzieniu, jej matka po wojnie dostała zakaz wykonywania zawodu nauczycielskiego) uważa swoje dzieciństwo (w czasach stalinowskich) za bardzo szczęśliwe. Ojciec (kilka lat starszy od niej), który spędził wojnę w Wilnie i okolicach, absolutnie żadnych negatywnych wspomnień z tego okresu nie zachował. Dużo później się dowiedział, że jakieś dwa kilometry od miejsca, gdzie przebywał z mamą (jego ojciec był w partyzantce w rejonie zgola innym), dokonano masakry mieszkających tam Polaków (ciotka była świadkiem na procesie) - do niego nic z tego nie doszło. A podczas zajęcia Wilna przez Armię Czerwoną akurat znaleźli się w klinie między dwoma kierunkami natarcia, więc tylko jakieś odległe strzały pamięta (i fascynujący obraz czołgu jadącego przez mały mostek i wprawiającego belki w rezonans - później został fizykiem).

Zmierzam do tego, że opieranie sie wyłącznie na wlasnych wspomnieniach z dzieciństwa i uważanie ich za jedynie prawdziwą prawdę historyczną jest w ogóle mało mądre. Dzieci (czy nawet nastolatki) mają zupełnie inną percepcję, a i czas sporo wspomnień zniekształca. '

komentarze