9 kwietnia 2006 :: 23:41

Ze względu na natrętnie powracające prośby szerokiej publiczności zamieszczam kolejną bajkę. Zastrzegam jednak, że jest ona płodem baaardzo złego dnia, wiec moze być hujowa...

Była sobie kiedyś Prześliczna Złotowłosa Królewna (imienia jej nie zdradzę, nazywajmy ją po prostu, Prześliczną Złotowłosą Królewną). Jak można się spodziewać Prześliczna Złotowłosa Królewna była ze względu na swą złotowłosą prześliczność niezwykle popularna wsród przedstawicieli płci przeciwnej (znaczy - facetów). Doszło nawet do tego, że Jeden Zwykły Książę zakochał się w niej. Uwierzycie? Normalnie się zakochał... A to nawet nie była wiosna.

Książę pochodził z Bardzo Dalekiego Kraju, gdzie też zamieszkiwał w Uroczym Zamczysku wraz ze swą książencą rodzinką. I jakos tak się złożyło iż mimo dzielącego ich dystansu ich miłość kwitła (a tak, bo Prześliczna Złotowłosa odwzajemniła uczucie), a dystans duchowy powoli acz systematycznie topniał. I jak to zwykle bywa osiągnęli w końcu ten etap znajomości, w ktorym dzieląca ich przestrzeń stała się nie do zniesienia, więc postanowili zamieszkać razem w Prześlicznym Pałącu Na Kurzej Nóżce.

I tak sobie mieszkali. Bywało pogubiwszy się w labiryncie komnat nie widywali się przez całe miesiące, uciążliwość tej sytuacji skłoniłaich nawet do rozważenia zakupu systemu gps. Jeśli pominąć te pożałowania godne incydenty, wspólne ich życie bez wątpienia byłoby idyllą, gdyby nie podłe knowania Złej Wróżki. Ta niedobra, zawistna osoba wraz z Ponurym Drwalem, Rubaszną Niańką oraz siedmioma Krasnali zawiązała wstrętny spisek, mający unicestwić życie i marzenia uroczej pary, a nieszczęsną królewnę pozbawić jedynej prawdziwej miłości. Plan był niezwykle przebiegły, ale o tym cicho sza.

Gdy pewnego dnia nasza królewna odwiedziła Norkę Złej Wrożki (bo trzeba wam wiedzieć, iż dziewczynka ta zupełnie nie spodziewała sie ciosu jaki jej chciano zadać, więc starała się podtrzymywać tudzież nawiązywać kontakty towarzyskie i dobrosąsiedzkie stosunki), została przy okazji tejże wizyty podstępnie omotana Zgrabnymi Słówkami i Kunsztowną Retoryką, tak że niepostrzeżenie nawet dla samej siebie uległa szatańskim podszeptom i pozwoliła straszliwie się oszpecić.

Jakaż była rozpacz biednego księcia, kiedy wróciwszy do Pałacu nie ponał swej ukochanej, co ja mówie, byłej ukochanej, bo pod wpływem widoku jaki zastał jego miłosc ulotniła sie szybciej niźli Elvis po koncercie. Azaliż można go winić? Oskarżać? Wszak Przesliczna Złotowłosa Królewna pozbawiona swych złotych włosów nie jest już wcale prześliczna, ani tym bardziej złotowłosa, a kto wie czy i tytułu nie sfałszowała. I w ogole w świetle jej nowego wyglądu jakoś tak przygasły wszelkie jej pozacielesne walory. Ksiaże poinformował ją sprawnie o stanie swych uczuć, po czym, nie wdając się w dyskusje, poprosił o opuszczenie Pałacu.

A mowił, że kocha szalenie.

Biedna JużNiePrześliczna i JużNieWłosa, ale nadal Królerwna płakała i płakała i płakała, ale na nic sie to zdało. Mogłaby wylać cały ocean łez lecz łzy (w zadnej ilosci) nie byłyby w stanie wzruszyć zatwardziałego serca Ksiecia. Czy zatem mozliwe by kochał o ogóle, skoro tak zwyczajnie kochać przestał? Biedna królewna, straciła włosy, urode, miłosc ukochanego meszczyzny i kto wie co jeszcze? Jednoczesnie zyskała jednak duzo czasu - nie musiała juz poswiecac go na ciagłe mycie, szczotkowanie, zaplatanie, no i szukanie w labiryncie komnat. wykorzystała go na pisanie bestsellerów, ktore przyniosły jej wielka sławe i jeszcze wiecej pieniedzy. zapomniała o wiarołomnym, niesłownym ksieciu i zyła niezbyt długo ale za to pełna parą. a ksiąze umarł na ptasią grype, bo go kurza noga na ktorej stał pałac zaraziła... i dobrze mu tak.

Komentuj (7)

11 kwietnia 2006 :: 19:48

Pozdrowienia dla chomika Stefanka, który schował masło w lodówce. Wkrótce bajka o Chomiku i Dróżce.

Komentuj (1)

17 kwietnia 2006 :: 13:02

Bajka o chomiku Zdziśku i Leśnej Dróżce 
 
Był sobie kiedyś, nie tak wcale dawno, chomik. Nazwijmy go Zdzisiek. Otóż chomik Zdzisiek mieszkał w ogromnym ciemnym lesie. Sam chomik był dość mały, i choc to pewnie bez wiekszego znaczenia był tez dość jasny. Mieszkał w uroczym Domku Z Piernika, stojącym samym sercu pradawnej puszczy. Do domku, który tak naprawde nie był z piernika, choć chomik tak go nazywał (ciężko powiedzieć z czego on naprawde był - chomik zbudował go sam dość dawno temu, a w skutek upływu czasu, surowiec jakiego użył utracił wiekszość swoich typowych atrybutów i stał sie praktycznie nieidentyfikowalny. Osobiscie podejrzewam, że była tam tektura, połączona z czymś jeszcze, w tym momencie przycodzi mi na myśl ślina oraz inne wydzieliny Zdziśka, a to z kolei sprawia, że przychylam się do pozostawienia pewnych pytań bez odpowiedzi), no więc do domku prowadziła Leśna Dróżka. Była to drózka kręta i kapryśna, zależnie od humoru prowadziła wprost do Chatki Z Piernika, lub wpierw serwowała przymusowe wielogodzinne zwiedzanie Mrocznego lasu. Był to główny powód, dla którego Zdzisiek był raczej odludkiem - nikt normalny nie chciałby narażac się na zwiedzanie niekoniecznie sympatycznych zakątków Mrocznego Lasu tylko po to żeby odwiedzic wrednego sierściucha. A, bo zapomniałam chyba powiedzieć, że Zdzichu był wyjątkowo wrednym typem, być może to też przyczyniało jego niskich notowań towarzyskich? ale co ja tam wiem... Pewnego pięknego dnia zeszłej wiosny wredny sierściuch Zdzisiek, któremu bynajmniej nie dokuczała samotność, zapragnął odwiedzić sklep wielobranżowy celem dokuczenia jego właścicielowi głupimi pytaniami o braki w zaopatrzeniu, zadawanymi tradycyjnie przy okazji nabywania cukierków miętowych. Właściwie to chodziło mu głównie o te cukierki, ale dręczenie głupimi pytaniami jakoś niewiadomokiedy weszło mu w nawyk. Droga deleka, Dróżka zwodnicza, wyruszył zatem wcześnie rano i mu to na dobre nie wyszło. Zamiast do przyjaznego sklepiku, trafił na dworzec pks w Nowym Sączu, gdzie zły los (a może raczej Leśna Dróżka) postawił mu na drodze autorkę tej historii. Finału łatwo się domyślić, jeżeli weźmie się pod uwagę zaborczy charakter autorki oraz nieprzystosowanie Zdzicha do wszelkiego towarzystwa... Weterynarz, mimo czynionych wysiłków, nie byl w stanie wyjaśnić przyczyn zgonu, nie mówiąc o skutecznym udzieleniu denatowi pomocy (i). I to by było tyle jeżeli chodzi o chomika Zdzicha. zjadłabym jeszcze piernika...

Komentuj (3)

27 kwietnia 2006 :: 23:44

Bajka o Zamaskowanym Zapraszaczu

***
ze specjalną dedykacją dla Chlopaka Koleżanki... albo lepiej dla samej Koleżanki
***


Bedzie to krótka i pouczająca historia bezwzględnego bandyty zwanego Zamaskowanym Zapraszaczem i jego Siejącej Postrach Bandy.
Wszystko zaczyna sie dawno temu w niezbyt przyjaznej - zarówno obcym jak i swoim - Krainie Wiecznego Debilizmu. (Nie żeby jej mieszkańcy czy władcy byli jakos szczególnie debilni, pod tym względem raczej mieścili się w normie. Jakis ćwok rzucił taką nazwę i przylgnęło - bywa.)
Otórz Zamaskowany Zapraszacz prowadzi swą zbrodniczą działalność w samym sercu rzeczonej krainy. Metoda diablo prosta : omamić uroczą księzniczkę słodkimi anonimowymi liścikami, podstepnie zwabić na spotkanie, a następnie uwiezić z pomoca Bandy i zmusić do cerowania gaci. Powtarzać schemat do wyczerpania zasobów księżniczek w Krainie.
Zapewne moznaby pomyslec o innych, poza cerowaniem gaci, zastosowaniach uwięzionej księżniczki, gdyby nie fakt, ze jedyny sprzęt gospodarstwa domowego z jakim kompatybilna jest taka księżniczka to igła i nitka do haftu krzyżykowego, którą to igłę mozna ostatecznie zaadaptować do cerowania.
Wobec powyższego możemy wnioskować, że Zapraszacz albo charakteryzuje się poziomem głupoty przewyższającym przyjęte normy, albo też gromadzi księżniczki w nadziei, iż Opatrzność podsunie mu pomysł na kontruktywne ich wykorzystanie, gdy juz wszystkie gacie zostaną zacerowane. Powszechnie wiadomo, ze nadzieja matka głupich, zatem na jedno wychodzi.
Zapraszacza nachodzi refleksja w związku z kurczącą się liczbą gaci wymagających zacerowania, rosnącą liczbą składowanych w siedzibie księżniczek oraz brakiem pomysłów na alternatywne do cerowania zastosowanie tychże. Postanawia on odwiedzić miejśce uwięzienia nieszczęsnych cerowaczek i tam oczekiwać olśnienia w powyższej materii. Po dotarciu na miejsce zostaje całkowicie zaskoczony buntem więzionych księżniczek i wyjątkowo niesympatycznie uśmiercony za pomocą setek igieł, a uwolnione rozwścieczone księżniczki pozostają w zwartej grupie, siejąc zamęt i zniszczenie w całej Debilnej Krainie i cerując co popadnie. Koniec

Komentuj (1)