24 maja 2010 :: 17:08

córka mi się popsuła i zasypia w niestandardowych godzinach. wczoraj wzięłam pod pachę i dyrdałam o 22 na spacer celem pozbycia się psychicznego balastu. chociaż jak pomyśle to bywały już takie sytuacje ze usypiała w czasie wycieczki po wieczornego kebaba. i jak mówię wieczornego, to mam na myśli bardzo wieczornego.
w mojej głowie zrodził się szalony pomyl zakupienia żaluzji do naszego pokoju. i wszystko pieknie ladnie dopuki nie dotarlo do mnie ze wiąże się to z decyzjami. tak wlasnie nimi. tymi cholerami ktorych tak nie lubię. zatem od 3 dni przeglądam oferty i probuje porównac wybrac rodzaj kolor i typ. liczyłam trochę na sobotnie losowanie lotto, ale niesety tym razem musze sama zasponsorowac swoje zakupy wiec jdnak decyzje. nienawidze. czasem chcialabym byc zona muzułmanina. tylko jakiegos fajnego :)

Nina czesciowo porzuciła mowienie 'óć' i wróciła do rdzennego 'am' ale coz - dwa kroczki w przod, kroczek w tył. w sobote podczas zabawy na taraso-dachu zaliczyła pierwsze zdarte do krwi kolano. na szczscie nie zauwazyła. powiedzialam jej o tym dopiero w niedziele. zbytnio sie nie przejeła.
w sobote byl tez pierwszy kontakt z festynowo-lunaparkowym tworem z okazji swieta gnijacych jabłoni. musze trzymac sie z dala od karuzel w ksztalcie kaczuszek. kaczuszki sa zle. dmuchane zjezdzalnie sa jeszcze gorsze. i zelki haibo po 6 zl za 100g. radosc porównywalna do uzyskanej za pomoca długich schodów i banana z biedronki. chyba sobie daruje na najblizsze 1000lat wszelkie kontakty z festynami. chyba ze beda to kontakty czysto towarzyskie. w sensie w towarzystwie zimnego piwa.



Komentuj (0)