22 lipca 2010 :: 23:59

wieczór. późnawy. coś kolo 23 już. młoda ani myśli spać. entuzjastycznie doprasza się kaszy z morelami. po 15 minutach manipulacji lepka breja za pomocą łyżeczki i chwytnych zakończeń górnych czułków, wzywa matkę. pokazuje mi malowniczo rozsmarowana tu i ówdzie substancje i tokuje. ze mniam mniam bęc. no ok. mam dość. owszem, mniam mniam bęc, ale trzeba to teraz pozbierać posprzątać i zutylizować. i jak ty to zrobisz? czym posprzątasz dziecko?
na taki krotki wykładzik o konieczności sprzątania zakończony pytaniem o metodologie usuwania brei młoda przygotowana nie była. nastąpiło wiec krótkie zwarcie obwodów. smutna mina. powtarzanie mniam mniam bęc. i nagle olśnienie. au au. chwila zastanowienia - i już pełne pewności 'mniam mniam, au au z gestem lizania wykonanym językiem'. geniusz zbrodni i racjonalizator po jedzeniowych porządków.

Komentuj (0)