4 sierpnia 2006 :: 16:27

no nic. nie umiem nic. nie moge normalnie myslec, bo ciagle gdzies przewija sie ten szelmowski uśmiech i szatańskie oczka. czuje ze spadam, czuję, że tonę, ale przynajmniej nie sama... heh, tylko ile może trwać taki lot z wieżowca? ja się boję...

Komentuj (4)

8 sierpnia 2006 :: 17:15

jakoś nie lubie pisać notki na brudno - leżą potem te pliki tekstowe na dysku i tylko kurz zbierają. ktoś pochwalił moje bajki. że śmieszne. ktoś ważny. dla mnie ważny. i jakoś tak też się ważna poczułam. aż sie chce z radości skakać. i kwiczeć. ale bajki na razie nie napisze. zamiast tego złota myśl:

bo got jak ma dziewczynę, to prędzej czy później musi być romantycznie

i tyle. może nie za mądre, ale na pewno złote :)

Komentuj (0)

8 sierpnia 2006 :: 17:44

przemija czas... przemija

Bajka o zagadkowej chorobie Czerwonego Kapturka
Pewnego pięknego dnia, śliczne dziewczę, zwane Czerwonym Kapturkiem zbudziło się z przemożną chęcią odwiedzenia mieszkającej W-Pizdu-Daleko babci. Nie zastanawiając się wiele nad pochodzeniem tego niecodziennego uczucia, dziewczę rozpoczęło przygotowania do podróży. Dużo to tego nie było (przygotowań, znaczy się) - wdziała kobitka swój czerwony kapturek, zapakowała koszyk czereśni i innych szkodliwych płodów rolno-sadowniczo-ogrodniczych i pobiegła na najblizszy przystanek, pożegnawszy się uprzednio z rodzicami w paru szybkich słowach. I w tym momencie (na przystanku, znaczy) Kapturka dopadło kolejne niecodzienne uczucie. I to raczej z tych nieprzyjemnych. Mianowicie - zapiekło ja ucho. Zaczeła szybko wertować w pamięci kto też może ją obgadywać (powinno przejść kiedy wspomni się (a moze obgada) własciwą osobę). Niestety Katurek nie należała do szybko myslacych, więc całą drogę do stacji kolejowej piekło ja to ucho jak głupie i niemal zapomniała po kiego huja w ogóle z domu wyszła. Na szczescioe, na dworcu był bar. Weszła Kapturek na jednego, i po trzeciej czy czwartej setce poczuła się znów jak na młodego zdrowego Kaputrka przystało i ruszyła w dalsza droge do babci ukochanej. Wsiadła więc do pociągu byle jakiego (tylko takie niestety jeżdżą W-Pizdu-Daleko) i pojechała. Jechała i jechała i jechała, aż się pociag wykoleił i wszyscy zginęli, a ratownicy nikogo nie uratowali, bo sie najedli płodów rolno-sadowniczo-ogrodniczych z koszyczka, wszyscy sie potruli i do dziś srają w krzakach. bo to jakaś klątwa była, czy coś... a Katurka, jako że nie trzeźwa letko była, obarczono odpowiedzialnością za wykolejenie pociągu, śmierć babci ukochanej, ateizm rodziców oraz wywołanie wojny na Bliskim Wschodzie. jak już powiedziałam, klątwa jak nic

Komentuj (6)

10 sierpnia 2006 :: 11:07

ta klątwa zaczyna mnie wkurzać. nie moge znaleźć biletów... zaraz kurwicy dostanę. AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA

a ten wirtualny krzyk naprawdę pomaga, musicie tego spróbować

zrozum to wreszcie - świat nie kończy się na firmamencie!

Komentuj (3)

10 sierpnia 2006 :: 18:59

ale zanim pójde... chciałbym powiedzieć ci, że...
yolka, ty wiesz, że to przez ciebie :) ale i tak sie ciesze bo ta muza naprawdę jest happy_sad :) prostacka jak ja i chyba takoż głupia. i gotowa robic kazde popaprane wariactwo zeby tylko było dobrze. miałam straszny sen i chyba w końcu mam gorączke. ja chcę być zdrowa! sio! sio! przecz klątwo!

Komentuj (6)

15 sierpnia 2006 :: 18:21

mamy swój mały plan, może ty, może ja? może uda się nam?
są chwile euforii i chwile zwątpienia. niektórzy chwile zwątpienia nazywają myśleniem gotyckim. inni po prostu siedzą i myślą jak sie wyplątać z tego wszystkiego... głupie pomysły przychodzą do głowy w chwilach zwątpienia... ja na ieszczęście nie wiem jak dać radę bez wiary... a nadziei od zła ocalić nie umiem. bez sensu ta notka. wszystko troche bez sensu. skonczyły mi sie fundusze na rozmowy podtrzymujące dobry nastrój. czy warto inwestować w dobry nastrój? w zasadzie równie dobrze mozna by to przepić lub przećpać? czemu kiedy zaczynam gadać o moim szczęściu robi mi sie tak jakoś smutno dziwnie i wątpliwie? wszyscy kiwają głowami i patrzą z politowaniem. moze to tylko moje wrazenie? od zawsze mam wrazenie ze nikt nie podziela mego głupiego entuzjazmu... chyba jestem złym człowiekiem

Komentuj (6)

16 sierpnia 2006 :: 15:35

no to jade... na spotkanie nowych przygód, tu zupełnie niedaleko... a ty napij sie ze mna wina co konkretna moc trzyma...
ja nie wroce znaczy ze to arbuza wina :)

Komentuj (2)

22 sierpnia 2006 :: 21:14

wróciłam. smutno mi i zle. wszyscy przeciwko mnie? moze oni maja racje, a nie ja? wlasciwie nie przeciwko mnie tylko nam... ale czy mozna mowic o jakis 'nas'? ale co ja mam czuć? chyba za młoda jeszcze jestem na zwiazki z rozsądku? mam sie zmuszać do czegos do czego nie mam przekonania, za co bede czuć do siebie wstręt, bo "powinnam sie ustatkować i myslec o przyszłości"? bo "nie bede wiecznie młoda"? a moze bede? jak w piosence farbenów... mam zacisnąć zęby i brąć dalej w coś co okzało sie byc raczej toksycznym związkiem, bo mi go szkoda i uczuć mu nie chce ranić? wypisuje sie z tej bajki... nie bede sie juz dluzej tłumaczyc. nie bo nie i chuj. ty sam dobrze wiesz jak było i pogódź sie z tym. i nie strasz tekstami o narkotykach i innych takich. nie jestem taka znów niezwykla czy wyujatkowa, jesli juz to wyjątkowo upierdliwa.... i znów poczucie winy. zwłaszcza ze towszyscy maja racje nie ja... trzeba bylo zostac w berlinie

Komentuj (4)

28 sierpnia 2006 :: 21:15

no i sie zaczyna. nosz kuuuuur... a mówili, zdaj to wszystko w czerwcu. czemu te wakacje krótkie jakieś takie? czemu mi sie tak życie pogięło? czemu nic nie jest juz proste? czemu zawsze ta tęsknota i smutek. niechby już nawet majorka.... i tylko spokój wieczny spokój. a moze wieczne odpoczywanie? dziwnie mi

Komentuj (2)

29 sierpnia 2006 :: 23:34

i znów za duzo gadam. zamknęłabym tą głupią japę choć na chwile. ale nie musi gadać i gadać. az do tego ohydnego uczucia ze nic juz w srodku nie zostało, bo wszystko sie rozlazło rozgadane komu popadnie, przefiltrowane przez sitko ichniej percepcję i osobistej ułomności komunikacyjnej. są dni kiedy lepiej posiedzieć w kąciku i pochlipać w samotności, bo z pustego gadania zostaje tylko pustka w środku. pleciuga...

a i nienawidze szukać mieszkania. no po prostu nienawidzę. uh, ciężki dzień

Komentuj (0)

29 sierpnia 2006 :: 23:49

nasze najlepsze wspólne zdjęcie

no po prostu fotogeniczna z nas para :) 

Komentuj (6)

30 sierpnia 2006 :: 12:34

 cos mi sie poprzestawiało. juz nie potrafie myslec ze cos bedzie na stałe na zawsze. zmądrzałam. juz widze ze wszystko mija zmienia sie. ze nie zatrzymam czasu choćbym sie nie wiem jak nadymała. i lżej jakoś sie zrobiło. jakoś łatwiej tak płynąć. tylko marzenia trzeba nowe wymyśleć. bo jakos tak hujowo bez marzeń

Komentuj (4)