3 września 2006 :: 0:04

chuj mi w sumie do tego

po tym boskim cytacie w tytule bedzie kolejny :

wypierdalasz. wracam do byłego.

a teraz bedzie część interaktywna.  wpisz tu zajebisty, zabawny lub ewidentnie chamski tekst na okazję zerwania. będę kolekcjonować. a może sie nie przyda? :P a hobby dobrze mieć

 

Komentuj (4)

4 września 2006 :: 0:37

posprzątałam. powierzchownie. zawsze jest powierzchownie. bo gdyby chciec dogłębnie to trzeba by te idiotyczne pamiątki powywalać. ale ja lubie moje rysunki z liceum. i moje bilety z koncertów. i mój długaśny włos. i bilet z kutna do warszawy zachodniej. i jestem pojebana. i comy słucham. i coma jest zła. bo jest smutna. a ja mam jesień. i sesje mam. i wrzesień. i mam wątpliwości. co do własnej tożsamości... i nie tylko. i okazuje się, że miłość nic nie rozwiązuje. o święta naiwności. no bo co by miała rozwiązać. od zawsze wiadomo ze komplikuje tylko. ale przynajmniej koloruje. na różowo. a to taki gotycki kolor.

zanim Cię spotkałam wszystko było jakby prostrze. jestem pojebana chyba, bo jakoś nie żałuję naszego spotkania.

teraz już będzie dobrze, co nie?

Komentuj (0)

4 września 2006 :: 11:09

miłość to nie pluszowy miś... kiedy jedno płacze a drugie po nim skacze... naprawde nie? zawsze myślałam, że tak. pewnie dlatego takie mam ambiwalentne odczucia co do tej piosenki. no ale co. coma - zła. happysad - złe. lało cze - samo zło. może mansona posłucham. on tak pięknie o miłości śpiewa...

dziś zamiast bajki

Historia prawdziwa 

 Zośka wstała rano ze swego wyrka od ściany do ściany i żwawym krokiem skazańca kierującego się na szubienicę podeszła do lustra. 'no i jeszcze to' pomyślała, widząc na tafli srebra malowniczą fryzure a'la elvis czy inny popapraniec. 'i jeszcze ta boska muza w radiu. niech to szlag! to po co ja flaki misiowi pluszowemu wypruwałam skoro to nie to samo co miłość?' nie ma to jak pozytywnie zacząć dzień od porcji refleksji na temat wartości ponadczasowych... 'no i chuj' podsumowała swe opłakane w skutkach próby doprowadzenia futra do stanu normalności 'najwyżej kask założę. i chuj' nadmiarem chujów w mowie, od zawsze rekompensowała sobie ich niedostatek w życiu. zresztą liczy sie jakość nie ilość. tylko żeby mówić o jakości trzeba mieć do dyspozycji jakąkolwiek ilość. choćby pojedyńczą. 'no tak, z tym fryzem na pewno kogoś dziś poderwę. normalnie poznam na ulicy, rzuci dla mnie żonę, dzieci i psa i obdarzy szczerym uczuciem... albo chociaż pluszowym misiem' nie dane jej sie było o tym przekonać, bo zaraz po wyjściu z domu pierdolnęła ją taksówka i cześć. kolejna dziewica mniej. dlatego czarne msze są tak rzadko

Komentuj (0)

4 września 2006 :: 11:50

napisane dziś wspólnie z Moją Nową Dziewczyną :

 Bajka o kieliszku z morałem, ale bez moralności

był sobie kieliszek i wcale nie nazywał sie zbyszek jak w tej piosence, co to zespół prześmiewczy ją wykonuje, a imnie jego 40 i 4 ... big cyc znaczy sie
kieliszek był gościem z kryształu, istnym macho-figo-fago wśród innych, z reguły pustych naczyń o zastosowaniu barowo-imprezowym
ale kieliszek był z arystokacji. i nie umiał się bawić bez alkoholu. i tańczyć też nie umiał. niewiele w ogóle umiał. tylko sie mądrzyć porównywać i krytykować. zwłaszcza krytykować... a, i obracac kota ogonem

ale to zrozumiałe. bo w końcu był to kieliszek. miał tylko jedną nóżkę i na ogól pusty był. ja jak juz pełny to nie trzeźwy


puenta:

dlatego preferuje picie z gwinta i wam też tę formę doradzam.

a kieliszek jak sie o tym (pacz puenta) dowiedział, to sie zamknął w sobie i został dresem. i chuj.

w tym miejscu pozwolę sobie zamieścić pozdrowienia dla ludzi czytających podręczniki savoir-vivre'u przed pojawieniem się na kulturalnej imprezie

Komentuj (8)

6 września 2006 :: 21:10

a niech bedzie i na pradze. praga południe - to wcale tak źle nie brzmi. w sumie to blisko. i okolica jakaś taka ładna... kuuuurwa szczyt desperacji czy zwykła rezygnacja? a chuj!

Komentuj (3)

7 września 2006 :: 22:26

nosz kurwa, cytat roku:

przespaliśmy się razem i tak już 
zostało

Komentuj (2)

12 września 2006 :: 12:07

ktos tu chyba sobie postawił za punkt honoru zdeklasowanie cytatu roku...

komentarz do kompromitacji roku:
'ostatni cukierek? zobacz, a mógł sam zjeść'

żadna krówka mi jeszcze tak nie smakowała. ma sie te gust do facetów

Komentuj (1)

12 września 2006 :: 16:36

wszystkiego najlepszego Panie Arbuzie

ciasto w Twoim ulubionym kolorze. sto lat ! :P

Komentuj (6)

15 września 2006 :: 21:24

jeden głupi sms i wszystko wygląda inaczej. drugi głupi sms i wszystko znów powinno być tak samo. nie lubię już sms-ów. nie lubię już facetów. siebie nie lubię, ale to już od dawna. kurwa, czemu to nie chce znów wyglądać tak samo. awaria obrazu. jebane sms-y po groszu.
jestem złym człowiekiem.

a miało być:
 

o milości miało być. słodko miało być i ociekać szczęsciem. ale cóż, tak to tylko na filmach. a u mnie awaria obrazu... juz raz tak czułam. i myślałam, że już nigdy. przysięgałam sobie, że już nigdy...

Komentuj (3)

16 września 2006 :: 0:38

zostało u Ciebie
opiekuj się nim dobrze
 
czekam
az bedzie lepiej.
i już wiem.
jebać to.
i chuj.

Komentuj (2)

18 września 2006 :: 21:00

...rozjebałem się na drzewie, z ust mi cieknie gęsta krew... wiem karetka nie przyjedzie... flaszka pękła... a to pech...
nosz pech, pech... a miało być tak pięknie... powtórzę się, ale: nienawidzę września!!!!!!! szkoda, że nie spotkaliśmy sie wcześniej

Komentuj (0)

20 września 2006 :: 8:38

a do tego zgubiłam moją ulubioną chustkę i mnie przewiało. bede chora i pewnie umrę i przynajmniej nie będę musiała się martwić brakującymi wpisami... kurwa, jestem beznadziejna... i chuj

Komentuj (9)

21 września 2006 :: 11:47

kurwa mać! NOSZ KUUUURRRRWA! jak ja czasami nie lubie ludzi. no bo przeciez: ja nigdy nic takiego nie mówiłam

kuuuurrrrrwa

jakie to wszystko chujowe. chujowy ten blog, chujowa ta szkoła, chujowa moja nauka, chujowe moje ciało, chujowe moje życie, chujowa rodzina i znajomi. nawet moje uczucia jakieś chujowe mi sie wydają. kuurrrwa

Komentuj (8)

21 września 2006 :: 22:48

ok. luz. nie mam wpisu. pewnie nie bede miała. co mi tam. jeszcze jeden warunek. i chuj. chora jestem. tesknie. okład z arbuza pomoze na bol istnienia? jeszcze 17 i pol godziny

Komentuj (2)

25 września 2006 :: 0:57

bilans weekendu:
dalej brak wpisu
pełno gili i glótów, ale widzę perspektywy rozwojowe... w kierunku zapalenia zatok, a może i ucha przy okazji
skoro juz w tym temacie, są szanse na reumatyzm też. 'ja se na ziemi poleżę, ziom', 'jeszcze tylko chwile, ziom'
zjechane do krwi plecy...
w rejonie ust nie zanotowano zniszczeń - triumf woli nad odruchami
romantyczny wieczór w pełni zasługuje na to określenie. goci są jednak zajebiści
a, i 'skórką z pomidora się strułam'... dresy zawsze fajnie mi dogadują w TYM mieście... a seba fajnie polewa
niespodziewane wejście, tez niezłe doznanie, ale nie polecam nikomu... 'no chyba przesadzacie' no chyba na pewno... nawet z ust menela nie słyszałam tyle 'kurwa' w tak krótkim czasie... kurwa
pizza w łodzi smakuje inaczej
małe dzieci są niefajne... i nie lubię kiedy bez powodu zaczynają machać... to chyba nic nie znaczy, nie?

mina jego matki - bezcenna. kurwa mać. przesadziliśmy. kuuurrrwa mać
za całą resztę płaciliśmy pożyczonymi pieniędzmi. a przecież też bezcenna

na koniec refleksja:
słowa ranią jak nic innego. może bardziej rani tylko milczenie nie w porę. powiedziałam zanim pomyślałam. po paru chwilach zrozumiałam znaczenie. po paru godzinach już wiem co chciałam powiedzieć. to był debilny tekst. idiotyczny. nie chcę teraz. może kiedyś zachcę. zrozumiałam dlaczego? bo mi nikogo nie brakuje. wszyscy mi potrzebni są już obok. ta jedna osoba mi wystarcza. patrze w te oczy i mam wysztko co potrzebne do życia. i stanę na rzęsach żeby ten stan utrzymać. i chuj.
kwadratowe te słowa. tak mi nieziemsko dobrze. zakładam sex telefon bedę jęczec do słuchawki aby dać upust szczęsciu, bo mi sie chyba mózg zagotuje

okazuje się, że arbuz leczy ból istnienia. a może to autosugestia była? kataru niestety nie leczy...

Komentuj (6)

26 września 2006 :: 0:52

popijam herbatę z brązowym cukrem. cukrem kradzionym w kawowym niebie. rozmyślam sobie o najlepszej kawie w moim życiu...  podobno za bardzo się obnażam? i co ja na to powiem? no co? nie zgadniecie nigdy. tak! tak! tak! powiem to! tak!
I CHUJ! o!

Komentuj (9)

28 września 2006 :: 11:23

nie wiem co uśpiło moją czujność. ale już wiem co będzie dalej.
pojadę do szkoły gdzie dowiem się, od przemiłej pani eli, ze nie mamy już o czym rozmawiać i ona nic mo moim studiowaniu nie wie.
potem pójde do dentystki, która pełnym uprzejmości i troski głosem poinformuje mnie, że nawet na kanałowe jest już za późno i wszystko to trzeba rwać i sztuczna szczęka mnie czeka...
potem pewnie zawieje mnie do ginekologa, który obwieści radosną nowinę ze jest nas juz troje, a moze nawet czworo...
po powrocie do domu zastane na biórku list od komornika, informujący ze te niezapłacone 2.50 jest teraz warte 25000...
potem moze mnie coś przejedzie, a moze dowiem sie ze mam raka
a moze po prostu facet mnie rzuci, jako dopełnienie tych jebanych nieszczęść wszystkich....

nie mam gdzie mieszkać

Komentuj (1)

29 września 2006 :: 0:08

światełko. mam wpis. mam, kurwa, wpis. ostani. index oddany. i nawet na liscie jestem. i nawet jakies zajecia mam. i plan. i faceta ktory zarzeka sie ze nie rzuci mnie. tylko nadal nie mam mieszkania. teraz jeszcze tylko ten milion róż i moge umierać

Komentuj (0)

29 września 2006 :: 21:19


je elsker dig :* to po dunsku :)

edit
i kto tu tak naprawde był pijany? ten kto o czwartej zamiast wstać na pociąg klarował zaspanym głosem, ze musi spróbować usnąć bo rano na pociąg wstać musi, czy ta co blogi pomyliła i czysty ekshibicjonizm urządziła? mam nadzieje ze to cos po duńsku to rzeczywiscie miłosne wyznanie :)

Komentuj (1)